Architektura, nr 3/1994, strona 8.
W Krakowie powstał ostatnio niewielki zespół sakralny. Tradycyjny w charakterze kościół, zbudowany z niewyszukanych, ogólnie dostępnych materiałów, chowa się skromnie za koronami otaczających go drzew. Każdy detal nowego budynku zaprzecza idei wielkich, ekspresyjnych obiektów głoszących triumf Kościoła w latach osiemdziesiątych.
O lokalizację kościoła przy placu noszącym obecnie imię prezydenta Raczyńskiego czyniono starania już od początku lat osiemdziesiątych. Władze miejskie żądały umieszczenia na tym terenie także hali targowej i zachowania funkcji zielonego skweru. W pierwotnych propozycjach projektowych kościół z dominującym elementem kilkudziesięciometrowej wieży miał zajmować większą cześć placu. W 1989 roku nowej wagi nabrały sprawy własności gruntów. Proboszcz-budowniczy, ksiądz Kosek, po poszukiwaniach w archiwum miejskim odkrył, że prawnym wtaśeicielem placu jest nie miasto, lecz przebywający na emigracji prezydent Raczyński. Ten zaś w 1990 roku darował plac Kościołowi. Proboszcz zatem, z petenta starającego się o przydział dziatki, stał się właścicielem całego terenu. Budowa mogła ruszyć pełną parą. Niestety, w sytuacji radykalnych zmian ustrojowo-gospodarczych koszty budowy i utrzymania dużych kubaturowo obiektów zwiększyły się horrendalnie. Nowa parafia nie mogła sobie pozwolić na budowę wielkiego kościoła. Już w 1989 roku kardynał Macharski na spotkaniu z proboszczem i architektami przykazał budować obiekt oszczędny, skromny, przy użyciu materiatów tradycyjnych. Nowy projekt, kilkakrotnie mniejszy, ulokowano w miejscu i nieomalże na rzucie planowanej hali targowej. Z oszczędności wykonano tylko fundamenty pod kościół, budowę zespołu handlowego i miejsca spotkań parafialnych zostawiając przyszłości. Obecnie na części terenu nie zajętej przez kościół stoją tymczasowe obiekty charakterystyczne dla początkowej fazy polskiego kapitalizmu, to znaczy budy targowe.
Autorzy prezentowanego projektu - Stanisław Niemczyk i Marek Kuszewski - sukces udanej realizacji zawdzięczają swej skromności, fascynacji średniowiecznym Krakowem i ścisłej współpracy z przyszłym użytkownikiem.
Kościół został wtulony w narożnik trójkątnego placu i obrócony tyłem do głównej, flankującej plac alei - ulicy Bandurskiego. Wysoki ceglany mur z jednym otworem za prezbiterium odgradza świat duchowy od doczesności życia ulicy. Rozdrobnienie bryły nowej budowli wyróżnia go spośród okolicznych budynków; stanowi on jakby enklawę średniowiecznego miasteczka rzuconą pośród przedwojennych willi osiedla oficerskiego. Jawnie nawiązują do gotyku ceglane detale szczytów i matę, nieregularnie rozmieszczone otwory okienne. Z przysadzistej wieży wystrzeliwują trzy mistrzowsko opracowane ceglane dzwonnice, przyjmujące formy przeskalowanych gotyckich pinakli. Przesmyk pomiędzy kościołem a budyneczkiem wikarówki przeistacza się w krętą średniowieczną uliczkę. Sam sposób kształtowania bryły przez swoją addycyjność nawiązuje do średniowiecza. Projektanci przyznają, że ich, mieszkańców Śląska, fascynuje atmosfera starego Krakowa i chcieli w swym dziele przekazać coś z tych fascynacji.
Jednak od kwestii stylów bardziej interesuje ich dobre rzemiosło budowlane i każdy detal są gotowi tłumaczyć "koniecznością wynikającą z użycia materiatu", który niejako sam dyktował rozwiązania. Sama forma, mówią, ma dla nich mniejsze znaczenie niż sztuka i jakość budowania. Liczy się przede wszystkim trwałość i rzemieślnicze umiejętności, które zostały niestety zapomniane. Autorzy twierdzą, że ich umiłowanie historyzujących detali i sprawdzonych, tradycyjnych metod budowania, nie wynika z ponowoczesnych trendów (jesteśmy architektami, a nie postmodernistami - obruszają się), lecz z wieloletniego złego doświadczenia z architekturą socmodernistyczną. Używanie sprawdzonych, tradycyjnych form i rozwiązań detali zapewni, według nich, budynkom tak oczekiwaną przez użytkowników wysoką jakość dzieł.
Projeki kościoła powstawał przy ścisłej współpracy z proboszczem-budowniczym, księdzem Koskiem. Ksiądz Kosek przez dłuższy czas pracował w nowohuckiej arce - kościele, który zyskal miano kultowego dzięki swej politycznej misji. Krytyczna obserwacja rozwiązań architektonicznych Kościoła w Nowej Hucie skłoniła księdza Koska do refleksji nad kształtem przestrzeni w swej własnej, przyszłej parafii. Zdaniem proboszcza kościół nie może być "prześwietlony". Oszczędne i celowe operowanie światłem nadaje przestrzeni kościelnej specyficzną aurę sacrum. Wnętrze kościelne powinno mieście w sobie różne w nastroju i gabarytach przestrzenie, tak aby każdy mógł znaleźć tu miejsce dla siebie.
Autorzy podkreślają inspirującą rolę inwestora w procesie projektowym. Rozwiązanie przestrzenne wnętrza stanowi o niebywałej klasie architektonicznej Niemczyka i Kuszewskiego. Trójkątna nawa została otoczona szerokimi dostępnymi dla wiernych emporami, które wiszą we wnętrzu nie dochodząc do ścian zewnętrznych. Nawa jest przykryta wysokim trójspadowym dachem zwieńczonym trójkątnym świetlikiem, przez który światło słoneczne wpada do wnętrza. Dach podtrzymują rzędy drewnianych zastrzałów. Całość przypomina unoszący się nad głowami wiernych symbol - oko Opatrzności. Drugi, mniejszy świetlik jest umieszczony nad prezbiterium. Empory przykryte są niskim płaskim stropem opartym na podciągach. Przestrzeń za nimi znów
"ucieka" ku górze, tworząc wąską, wysoką galeryjkę z małymi oknami na krótszych końcach. Najciemniejsze zazwyczaj kąty kościoła zostają dzięki temu rozświetlone miękkimi promieniami światła, przywodząc na myśl obrazy Caravaggia.
Stanisław Niemczyk i Marek Kuszewski tworzą architekturę w oparciu o krytykę idei modernistycznej, powracając do zanikającej tradycji rzemieślniczego podejścia do zawodu architekta. Starają się być bardziej budowniczymi, niż twórcami dokumentacji projektowej. Uważają, że wiele detali najlepiej jest określać na budowie w skali 1:1. Taka metoda pracy, zapewniająca wysoką jakość powstającego obiektu, została jednak dawno zarzucona tam, gdzie architekt i jego projekt jest tylko jednym (i wcale nie najważniejszym) z elementów przedsięwzięcia. Nowy krakowski kościół reprezentuje wysokiej klasy rzemiosło wynikające z wieloletnich doświadczeń projektantów, z ich szacunku dla historii i wartości takich jak solidność i trwałość struktury budowlanej. Pomimo że pod kościelne drzwi prowadzą aż cztery różne drogi, powstał obiekt o charakterze zamkniętym. Ten zespół sakralny broni się przed inwazją miejskiego świata z jego agresywnymi akcentami wysokościowymi, handlem w tekturowych budach i krzykliwymi formami plakatowej reklamy. Broni się całkiem dosłownie - nawę otaczają z trzech stron wąskie aneksy przywodzące na myśl galeryjki strzelnicze polskich manierystycznych kościołów obronnych. Miejmy nadzieję, że jest to tylko gest zapewniający bezpieczeństwo ukrytemu we wnętrzu sacrum.
Grzegorz Stiasny
Zdjęcia: Andrzej Mroczek